Po pierwsze, nie róbmy nierealistycznych postanowień, że w dni świąteczne nie odstąpimy od zaleceń diety. Może to się skończyć tak, że pałaszując kolejny kawałek ciasta będziemy walczyć z wyrzutami sumienia, uciekać myślami od czynności jedzenia, a wtedy najpewniej zjemy więcej, niż gdybyśmy świadomie rozkoszowali się każdym kęsem. Patrzmy, wąchajmy, a później smakujmy i myślmy o tym ŻE jemy, a dzięki temu sygnał do mózgowego ośrodka sytości dotrze szybciej i będzie silniejszy. Eksperymenty neurofizjologiczne naukowców dowiodły, że z punktu widzenia fizjologii nie ma różnicy pomiędzy spostrzeganiem a iluzją. Obojętnie czy wyobrażam sobie potrawy, czy je widzę - w obu przypadkach mamy do czynienia z przebiegiem takich samych procesów fizjologicznych (Maturana). Jeśli więc dodatkowo widok jedzenia ma duże znaczenie dla tempa odczuwania sytości, to jak połączyć te wnioski dla praktycznych korzyści w odchudzaniu?
Pamiętajmy również, że rozpoczęcie posiłku od zupy również sprzyja temu, aby szybciej poczuć sytość, podobnie jak wypicie wody.
Jeśli sami przygotowujemy potrawy wigilijne, zadbajmy o obniżenie ich kaloryczności np. zastępując majonez jogurtem naturalnym, rezygnując ze śmietany w zupie grzybowej, eksperymentując z tradycyjnymi przepisami. Zamiast ciasta wykorzystajmy jako deser lody śmietankowe (dzięki dużej zawartości wapnia oraz obniżaniu temperatury ciała sprzyjają spalaniu kalorii), lub bardziej tradycyjny kisiel żurawinowy.


